Babcia miała szafę
a w szafie szarfy
na szarfach są wiersze
a w wierszach żarty
Żarty w wierszykach
z literek z fraz
z żaby co kumać
umiała raz
Z zimy, co w halce
Siedziała na wiosnę
Bo chciała poczekać
aż trawa odrośnie
Z zebry, co paski
Nosiła wzdłuż
Z kury co z jajek
Ścierała kurz
Żarty kiściami
się brało, garściami
A babcia nosiła
kako kubkami
Tak teraz szafa,
już pusta bez szarf
bo babcia odeszła
ostatni jej żart
skomentuj (2)
padł świat
na plask
ona była jedna
obok blask
kochała tak jak się kocha
z wszelkimi perypetiami
to stadion, to brama, to ściółka
to zwykły sklep z zabawkami
liściki, a jakże, szeptania
tak lata chodzenia mijały
oh fajnie zamieszkać razem
a liście z drzew już spadały
i wszystko było by pięknie
happy end dyszał zza ucha
gdyby ta panna, na gwiazdkę
nie pokazała mi brzucha
ładny prawda? proszę dotknij,
już dawno powinnam powiedzieć
nie pasujemy do siebie,
a czyje to, nie chcesz wiedzieć
zaryczał człek wołem ubitym
lecz spojrzał po chwili w niebo
tragedia to? czy ratunek?
zabić? czy zostać kolegą?
lecz na to pytanie niestety
historia dopiero odpowie
bo nigdy nikt nie jest pewny
czy po "a psik" padnie czułe "na zdrowie"
Femme fortale
Jak pryzmat potrafisz prawdę rozszczepić
Ale kryształem wtedy wypada być czystym
Twój każdy farfocelek wielkim cieniem pada
I staje się powoli twoim nowym pyskiem
Nienawidzę kolegi żony a ona mnie
Byliśmy jak Flip i Flap
Jeden by za drugim w ogień wpadł
Raz z baru on mnie, albo ja jego
Na plecach przez pół miasta,
Gdy się wpadło na jednego
Wielkie plany, czy kapela
Wspólny wypad, pakamera
Filmy w planach, scenariusze
Gadki w nocy, flaki z puszek
Potem pojawiła się ona
Na czole wypisane miała
Dzisiaj dupa, jutro żona
A misio jej, słodka minka
Buzia w ciup, i klinem klinka
Mój tyś, carem, jam służebna
Rządź mną, teraz, nie idź! Żegnaj!
Boli głowa! Przytul, pomóż!
Stój gdzie idziesz?! Zostaw, pomyśl?
Zawładnęła nim jak Rosja
Małe państwo nadbałtyckie
Chciał iść w miasto, „no weź przestań”
Rzęski w ruch i machnie cyckiem
„Na imprezę nie wpadamy
Mamy rosół u mej mamy”
Gdy już nic nie pomagało
Powieliła starą kliszę:
Że gdy jego nie ma przy niej
Ja się gapię w nią i dyszę
Ref:
Bo żar domowego ogniska
Bije jej z pyska
A wszystko, co stanie na drodze
Rozjedzie...Na jednej nodze
Nienawidzę kolegi żony, a ona mnie
ona myśli ze jestem Złem wcielonym
ona jest
jest wielkim komendantem obozu
z napisem: "zajęte, nie ma miejsca, spierdalaj, cześć!"
Tak żyli parę lat
Misio utył, w pytę zbladł,
Spełniał tylko to, co mógł,
A jak nie mógł, to daj bóg
Zdradził wszystko to, czym był
Zdziadział, zepsuł się i zbrzydł
W końcu zwiędła jego pyta
Budzi rano się i czyta:
„zmarnowałeś mi życie…
nie takiego cię brałam
nie takiego cię kochałam
nie z kimś takim chcę być
On ma na imię Zdziś
gra na basie, pisze wiersze
kaske kosi, rżnie też z sercem
pasję ma, i włosy blond
nie dzwoń, nie pisz, jesteś BŁĄD”
"nieświerze ryby" to kompleks
co trzęsie zimnymi typkami
spoceni, tłoczą wątłe racje
mętnie mrugając ustami
Spodnie
Dziś rankiem popadłem w swe spodnie
zapieły sie nawet pod brzuchem
lecz w szwach zatrzeszczały złowieszczo
więc drapię się wtedy za uchem:
"- co z wami? krucha garderobo?
i czego się drzecie na mnie?
coż złego jam anioł wam zrobił?"
"- zeżarłeś za duże śniadannie"
Wierszyk na Dzień Dziecka
to wierszyk poniedziałkowy
w Dniu Dziecka point szept zbiegł
zabawki rzuciła w ognisko
w rządz gór się rzuciła jak śnieg
porwana swym własnym zerwaniem
udanie udała się w noc
ktoś przyszedł, pobył i poszedł
pozostał capiący nim koc
gdy wszystko streściłem, wysnułem
(schowana rozdarta na pół kiecka)
"I tak to tyś temu winien!"
tak dziecko dostałem w Dzień Dziecka!
O kobietach to poemat
bo kobiety to jest temat
z jednej strony wiotkie, drżące,
z drugiej, raczej te wiądące
z jednej strony w muślin wirze
pachną jak rusałczy zagon
kroczysz do nich w gestach wyższych
lecz w kieszeni ich paragon
płacisz masz, nie płacisz nie masz
prosta prawda, choć kłamliwa
nutek sporo jest do grania
chociaż cnota jest jest wątpliwa
one korzą się wytrwale
z gracją lwicy, jak modliszka
niby nisko się kłaniają
w kleszczach drży już twoja kiszka
z jednej strony w bieli puchu
z gracją walą po maluchu
z drugiej strony w mięsnym sklepie
walczą, bieda ich nie klepie
z nimi źle i bez nich piekło
gdyby żyło to co zdechło
tobym wziął i zamknął mordę
kręcić dał bym się za korbę
gdym samotnym w szparze miasta
jak powietrza bąbel w babie
myślę jedno robię drugie
chciałbym Cię utopić w stawie
paś mnie paś
tucz mnie tucz
potoczę się do księgarenki
bądz małej kwiaciarni
po czerwoną smukłą różę
lub cienką książeczke do czytania
po substytuty o odpowiednich proporcjach i
nowy krem do rąk
choćby po tubkę
a ty tucz mnie tucz
a ty paś mnie paś
Forma
sformułowana
nieudolna
chwała nam
najeżone esencje emocji
twarze jak kałuże czy piach
Pozowanie do autodestrukcji
przed upadkiem zatrzymany kadr
pij gazowane napoje
dzinsy noś,
silikon pchnij w pierś
wytrwale dbaj o niedbałe fryzury
jeśli nie
to cie nie ma i cześć
forma
zalakowana
i niesforna
chwała nam
Zewsząd sygnały
o nie nadawaniu się
jakbym był radiem
to bym może się nadawał
ale i tak bym nie uniknął
zewsząd okalającego szumu ocen
z pojawiających się to tu czy to tam
postaci czy choćby urojeń
i migających żółtych kartek
ze spisem niedotrzymań, niedorzuceń
niedorzeczeń, niedonoszeń i niedoborów
jednym słowem braków
A suma tych braków
tak jakby je tak pododawać
to zasadniczo mnie przerasta
i to w sposób niewyobrażalny
A najzabawniejsze jest to
że to nie jest problem
ani cecha czy kolor oczu
tylko moja
Chęćprzypodobaniasię
z jednoczesnym
Chujciwdupęmacieju
i słońce na łeb miało runąć
nie spadło
i wody z pluskiem aż po oczka zalać
nie zalało
i nieba miały rozstąpic się aby dać miejsce dla Wielkiego Kowadła
nie rozstąpiły się
te nieba
albo piorun świetlisty dorwać ich powinien w zespoleniu obrzydliwie cielesnym
nie dorwał
i w ogóle nadal ziemia nosi, deszcz chlapie albo i nie, wietrzyk, tak zefirek a nie jakiś huragan
a śniegu to nawet nie było
nawet kot na balkonie jakby nic sie nie stało
przeciska się pomiedzy przepaścią a własnymi oczami
jakaż to normalnosć
jaka szarość
jaka zbyteczność gestów
i nietrwałosć
i generalnie
wszystko to tylko takie gadanie
za rączki nie złapałem
yyy co to ja chciałem
nie ma mnie
już w tym słowie
to słowo rozdarte
na ja i ty
nic nie boli
to tylko palec
odcięty
deptany na śniegu
nie może boleć
ale co to za strata czasu
nie żałuj
to stało się już dawno
teraz już tylko
dusimy się zasnuci w dym
kita komety która już dawno zniknęła za horyzontem
wystarczy krok w bok i opuścić ten smród
przynajmniej tobie ten krok w bok wystarczył
zawszem robiony w chuja był
w przedszkolu
w golfiku białym
na zdięciu
z uśmiechem lekko niedbałym
zawszem robiony w chuja był
w podstawówce
za karę sprzątałem klasę
i wieszałem firanki
aż do bólu rąk i rozdarcia dumy
zawszem robiony w chuja był
w liceum
z rumieńcem wpadalem w kaczeńce
rwalem je targałem
i kurwom darowałem
zawsze robionym w chuja był
na studiach jak zmora
szukałem potfora
ujarzmić go
spalić
co najmniej wykrwawić
zawszem robiony w chuja był
w ożenku bez lęku
przy żonce jak kłoda
drewniana ta dusza
mechaniczna lengroda
zawszem robiony w chuja był
po tacie pijaku
czarna mi opaska
na oczach została
i okruszki ciasta
zawszem robiony w chuja był
gdy miłosć prawdziwa
tak mi sie zdawało
jej cycki jej serce
nic mi nie zostało
zawszem robiony w chuja był
i teraz jak w przystań
wpadam w zamyślenie
jam to się tak spierdolił?
lepiej mysleć że cienie!
zawsze sam się waliłem
swoim chujem w tył!
jest tylko unormowany porządek postrzegania
nie ma widzów
jest tylko potrzeganie i postrzegajacy
niby róznica żadna powiecie
ale niestety, brak jest zwolnienia od przemyśleń jakie ma widz
widz może widzieć i nie musi myśleć
wystarczy samo tępe wbicie podstawy oka w dupę wieloryba aby nie dostrzec krewetek
jeślii wiesz o czym ja mówię
to nie pchaj oka tam gdzie najlepiej paluchem
i to nie umytym
jak koło
zatoczyłem się
pzetoczyłem wzrokiem poprzez wszystkie te puste zwierciadła
w których ukrywały się kolejno
moje mnie wyobrażenia
znalazłem się w tamtym samym punkcie
tylko że poprzednią wizytę już zdążyłem zapomnieć
niemniej wyrwanie maski jednej
przeobrażenie w drugą
to boli
tym bardziej że pod ostrzalem kłamstw
nie tylko własnych
schylam się po wszystko jako nic
bo tak będzie uczciwie
zrozumiałem
że jestem jakby pedałem
ale nie w dosłownym
tego znaczeniu
w postrzeganiu jeno
a ja wolałbym być całym rowerem
maszyną co się spiera ze skwerem
plus oponki co to pety gniotą
i dzwoneczek
co to dzwoni kotom
chuj wie co owcom zapłoneło w dłoni
chuj wie co w grzywie zaprzestało skronieć
chuj wie co w górze górze się wydaje
chuj wie że majtki są jak Sanok
odpocznijmy od siebie
na sprężynowych kanapach
odpocznijmy od ciągłych
spotykań swoich samotności
które są takie niewygodne
i kłują w potylicę.
niepotrzebne ruchawki
których nawet jak nie ma
to szelst zbliżających się
miesza się z brzękiem przebrzmiewania starych
a cały horyzont wokół nabiera drgań
jak pudło gitary
nagłe zamglenia jasności
są potrzebne
choć nie mi
spokój? od czego?
od dni?
i spokój od nocy?
to pewnie tylko kolejne małe ultimatum
lufa w skroni
i nic mnie nie dogoni
nic nie powiedziałaś
i nic juz w sumie nie chcesz
idz dokąd chcesz i nie wracaj
a ju tu jeszcze powrzeszczę
nieudacznictwem nie chcę pałać
choć pałam tym swądem mimowolnie
jak szwem przeszyty strój na piknik
co z dwojga złego woli wojnę.
nic nie wychodzi, wszystko spada
raz umysł wąski, raz złe spodnie
to z kiścią marzeń w ustach zdycham
to w zaciśniętej dłoni wątek.
i nie czerwony ani biały,
ani nie tęcza, szare zbrodnie
i kontur jakiś taki sknuty,
i cień mój wyszedł, wraca w piątek.
znudzony sobą męczę wokół
i wrzeszczę rządając zrozumienia
mnie nie ma, innych a cały wrzątek
jest i nic w sumie się nie zmienia.
złośnik
w paśniku
rzuca słomkami do oka
..
dziurka tu dziurka tam
tadam
plecki dostały odleżyn
bo cisza nie lubi przepraszać
..
migająca twarz okularnika stworzona z prześwitu miedzy liśćmi
bujała sie na szyi z refleksu na szkle i pobudzana wiatrem starała się przekrzyczeć rechot liści
..
sobie była bujała się i drwiła
choc nie istniała naprawdę
uzależniona od podłogowego punktu widzenia
..
zupełnie jak ta złość tego złośnika w paśniku
nie mam myśli już
pozbywam się ich czasem
podrzucam je
jak urywająca się na kieliszeczek albo dwa wyrodna matka
podrzucam je
zostawiam
wybiegajac chyłkiem wzdłóż płotu
w kierunku przekwitającego sadu
ale wracam
rzucają się na mnie zapłakane
z przerazająco szklistymi oczyma
jakby mówiły:
jak mogłaś? co ty sobie myślisz?
albo:
nie bedziemy się już tak mysleć jak ty myślisz
i wtulają się w moje
przepocone kolana
Swobodzie ty mój, bogdanku
zdroju, mój wietrze, kochanku
Swobodzie ty mój, przybywaj
i oswobódź mnie, więzy zrywaj
i ust swych warg przywrzyj welur
a ja choćbym sto kaw pił i to nie lur
zasnę w objęciach twych jak pacholę..
lecz chwilka.. pomyślmy.. chromolę!!
do swóbód Swoboda przywiązany
jak do Szkota kiecka czy kobza
ulegam i oddaję Ci się w niewolę
Swobodzie ja ciebie chromolę!!!!
lecz chwilka.. pomyślmy... o bulba!
no i jak tutaj cholerka nie bluzgać
do nienawiści jam teraz przywiązany
przez zwój zmysłów złych sterowany
jak wolność uzyskać bezmierna?
bezdenna, otwartą, przestrzenną
jak uwolnić się z dążeń do wolności?
jakby to zrozumieć najprościej?
i tak leżę w całunie uknuty
troszkę kocham a troszkę na cię wkuty
jak tu zbiec od mylności swych twierdzeń?
i nie popaść w czeluść twierdzeń tych śmierdzeń?
gdyby istniał taki kaszel
taki co czyści łeb
taki co to wióry lecą ze złości
i w iskry się przekuwa gniew
to taki kaszel chciałbym mieć
i czasem wrzucać taki guzik
gdzie kaszlem sie przeradzam w kryształ
otrząsam się
to zmarszczę brew
to wspomnę chwilę co już wyszła
to siądę i wypucuję zlew
poprawię nogi i zrobię pranie
na ganku z kawa lub balkonie
pomacham sobie jakbym z Wielkiej Wojny
do siebie polną drogą szedł
to zerknę w ręce - pamięć moją
i z bruzd niewyuzdanych sieci
wyczytam kolęd przyszłych dzwięki
i mocno sie uśmiechnę w łeb
zawsze gdy kosmos swym ogromem
przytula w sobie każdy kurz
i mówi: we mnie nie da się zginać
wiec po co tu przeklinać los
to morda cieszy się i wielbi
i często łatwiej podnieść łeb
gdy coraz płycej się zagłębiam
w wir spraw tutejszych co jak krzak
stoją i tlą sie choc już nie boli
czasem mam dosyć głupch spraw
i kreślę w sobie takie zdanie
i choćbym nie wiem ile kaw
to mnie posłuchaj Ktosiu zza ucha:
"od głupich spraw mi pancerz spraw"
ale i z drugiej strony świadom
że bieg spraw sprawiam sobie sam
i zdarzam się sobie sobą takim
co zdolnym dojrzeć.. param pam pam
;)))
to była słoneczna ballada ze słonecznego patrolu po słonecznym brzegu..
przychodzą takie sytuacje
w których nie ma nas w nas
jest ktoś inny
coś robi coś mówi
a my jak schowany sześciolatek w szafie chichramy się "co będzie dalej"
nie jest to zabawa
ani gra
po prostu potwór w nas ożył
i nas wyręcza w coraz wiekszej ilości zwykłych spraw
autopilot
autoidiota
autoland
nie ma problemów, kresów, początków i powstań, jest niebywałe trwanie.
i tylko niebywale wzruszenie chwili
potrafi nas jeszcze obudzić
z tego podminowanego
automatycznymi odruchami
letargu
kolejna odnowa
stara jak swiat
szat zdarcie
naskórka
i przestawienie dat
podliczenie, i suma
manko, liczba, Vat
i lat trwało tamto
a to ile lat ma trwać
w tym wszystkim szary ludzik
jak operator koparki
mimo że wszytkie dżwigienki ma pod ręką
to jednak rączkami zasłania oczy
i sobie tylko życzy
zmiast
brać
maszynkę czasu
w łapie gdybym miał
przekręcił bym "klik"
i w przeszłosci się stał:
wtedy byłbym bogaty,
wesoły, dostatni,
i furka w garażu,
a w ogródku kwiatki,
laski na maskach,
mych fur tańczą disco,
basenu czyści dno,
potężne chłopisko,
mam wszystko:
mam wiedzę,
mam manię dobroci,
mam kota i psa,
mam troszkę staroci,
mam widok na Tatry
i widok na morze,
mam ogród, pustynię,
i puszczę i zboże,
a brzuch mój jak aswalt,
fiut jak orła szpony,
udo jedrne, żwawe,
pośladki jak dzwony,
mam łany przeniczne,
mam łąki w pas kwietne,
mam figurę boga,
jak klepnę, to klepne!
i browar posiadam,
wódek kilka czystych,
rower, hulajnogę,
i wzgórz kilka mglistych
posiadam i rozum,
co jest nad rozumy,
to wierszyk napiszę,
to film skręcę ponury.
Artystą, kobieciarzem,
filmowcem, komikiem
burmistrzem, sklepikarzem
muzykiem, chemikiem,
dzwonnikiem i krawcem,
i w piłkę bym grał,
wyścigi wygrywał,
jadł co tylko chciał.
Tym wszystkim bym był
gdybym miał troszkę czasu
tę maszynkę i "klik"
heh... idę do lasu
Stoję gdześ pod dębem
słońce grzeje kości
już nie chcę co chciałem,
wszystko mam: radości
szczeście, piękno, chwilę
to kucnę pod krzaczkiem
to fiknę z motylem
a te rzeczy co wyżej
w punktach wypisałem
gdybym chciał, to bym miał
widocznie nie chciałem
i nie ma co teraz
kijem w wodzie drążyć
wszystko piekne być może
a najtrudniej to dojżeć
nasz łeb snuje wizje
co lepszego chcenia
koncepcję się zmieniają
samo szczęscie - nie zmienia
Bieszczadnik
Na Połoninach zażerał słoninę,
w Ustrzykach strzegł sie przed strzyżeniem w zimie,
w Bereżkach baraszkował, w Wetlinie tulił chaty
w Wołosatem się kąpał wraz z wołem włochatym,
w Mucznym raz zamuczał, w Cisnej miał za ciasno,
na Tarnicy tarł lico, a na Haliczu raz klął.
Nad Sanem kiedyś zasnał i miał sen o potędze:
są góry, jest droga, on na niej ... nic więcej
zbudził się ze snu, i gdy z rzes rosę otrzepał,
skrzydła swe rozwinął i w ten sen.. odleciał..
Na Caryńskiej
Stąpałem po ścieżce
tak jak to sie stąpa
ostrożnie i z cicha
a tu z nieba pompa!
Na Caryńskiej jak stałem
tak zmokłem jak anioł
przycupłem tuż za skałką
i popatrzyłem na Nią.
Przechyliłem szkliwo
bursztyn mi się mieni
zimno z rączek znika
i mniej widzę cieni.
Świat wesół wśród deszczu
połonina w pończoszkach
kto Ona zapytacie?
Żołądkowa Gorzka!
Fajne są Bieszczady
uwładzają się niedowłady
napowietrza się niedotlenione
i nawadnia sie to co wyschnione
dolesia się to co bezlesiste
doczłapia to co niedoczłapiste
dopatrza się to co niedopatrzone
uwzględnia to co nieuwzględnione
i trawka do gęby
w przestrzenie
wzrok przez dno butelki
i nie wiem
gdzie kto i komu za ile
a trwa to wieczność - chwilę
Słońce zgasło, ksieżyc zaspał
licha szarość sie zrobiła
ciotka wrzasła, dziadek zasłabł
babka z żalu sie upiła
pies wali łbem o psia budę
kot juz wiesza sie na strychu
co się stało? nie spytacie?
piosenka o Romanie Giertychu
Roman twardy jest jak Andrzej
i jak Andrzej wagę trzyma
Roman wąsy miałby gdyby
zarost mu się gęby trzymał
miesnie - stal i jeno cnota
wypisana w jego CV
powstrzymuje go by przylać
temu kto się z niego żżyma
Roman walczy o rodzinę
światło moralności boskiej
walczy zeby bylo lepiej
przy pomocy Młodzierzy Wszechpolskiej
prosty harmonogram pracy:
pobić Żyda i Murzyna
a te znaki faszystowskie
to tylko chłopięca zgrywa
koniec konców jest strong MEN-em
w ministerstwie Edukacji
i zarządza personelem
rozpacząl od tępienia dewiacji
każdy pedał, (nawet dziecko)
ma się poddać dezynfekcji
pedofilia przecież czycha
w oparach szkolnej dyskrecji
nauczyciel - to potencjał
może przecież dotknać brzdąca
tutaj Roman - niczym heros
nie może się po prsotu nie wtrącać
najpierw straszy: urwie jaja
a potem sporządza papiery
bo jak człowiek ma swą teczkę
to Roman z nim może być szczery
nie ma już kto uczyć w szkołach
prosta rada - dawać księdza
- "w siedem dni Bóg stworzył ziemię"
- "piątka, a teraz klękaj"
a ksiądz kieckę przeca nosi
czesto sie przy dziecku poci
nie wiadomo na co patrzy
a w myslach - po prostu psoci
ale swój jest, bóg mu wybaczy
środki uświęcają cele
Giertych - cesarz trzęsie grzywką
dla Owsiaka mam specjalną celę!!
bo wiadomo - wegetarianin!
pewnie pedał, no bo kto słyszał?
zbierać kaske dla dzieciaków??
pedofil! a na wizji - dyszał!!
Giertych juz nie bawi tlumów
apokaliptyczna wizją
która sie w sumie spełniła
powstając wraz z koalicją
i choć nikt mu głosów nie dał
w kraju może z jedna wiocha
jest ministrem w rządzie Trojga
komu się nie podoba - wynocha