suicidalmaniac blog

Twój nowy blog

Babci szafa

2 komentarzy

 

Babcia miała szafę

a w szafie szarfy

na szarfach są wiersze

a w wierszach żarty

 

Żarty w wierszykach

z literek z fraz

z żaby co kumać

umiała raz

 

Z zimy, co w halce

Siedziała na wiosnę

Bo chciała poczekać

aż trawa odrośnie

 

Z zebry, co paski

Nosiła wzdłuż

Z kury co z jajek

Ścierała kurz

 

Żarty kiściami

się brało, garściami

A babcia nosiła

kako kubkami

 

Tak teraz szafa,

już pusta bez szarf

bo babcia odeszła

ostatni jej żart

 

padł świat

na plask

ona była jedna

obok blask

kochała tak jak się kocha

z wszelkimi perypetiami

to stadion, to brama, to ściółka

to zwykły sklep z zabawkami

liściki, a jakże, szeptania

tak lata chodzenia mijały

oh fajnie zamieszkać razem

a liście z drzew już spadały

i wszystko było by pięknie

happy end dyszał zza ucha

gdyby ta panna, na gwiazdkę

nie pokazała mi brzucha

ładny prawda? proszę dotknij,

już dawno powinnam powiedzieć

nie pasujemy do siebie,

a czyje to, nie chcesz wiedzieć

zaryczał człek wołem ubitym

lecz spojrzał po chwili w niebo

tragedia to? czy ratunek?

zabić? czy zostać kolegą?

lecz na to pytanie niestety

historia dopiero odpowie

bo nigdy nikt nie jest pewny

czy po „a psik” padnie czułe „na zdrowie”

Zima ziomów zimnem ziąbi
Ziomy nic, ziomom to trąbi:
Zima zimnem chucha w gacie
„Sopli z tyłka nie wysracie”

A ziomy nic, jakby był maj
Nie zaprzestali wygrzewania jaj
Zima speszyła się ciut, jak to dama
I spąsowiała – tak niosła fama

„Zimy nikt nie chce i nikt nie kocha”
Zima zaczęła jak dziecko szlochać
Minusy na plusy zaszły a zaspy
Zaspy jakby troszeczkę wygasły

Szron z brwi zbiegł, a lód na stawie
Zamienił się w breję, już lecą żurawie
Dlaczego tak nagle puściły szrony?
Czyżby to przez niewzruszone ziomy?

Nie ziomy jednak to wcale były
To były wredne, okrutne pingwiny
Co się nie przejmowały Zimami
Ubrane po dziób w piżamy z pierzami

Zima na prośby, jest zimna jak lód
Kto zimy chciałby pokonać chłód
Musi chłodniejsze mieć od jej wzroku jaja
Zima od tego się spala i kaja…

Więc czapki na uszy, ciepłe wzuć gacie
I na dwór kochani, i nie stać jak tacie

————————————

W prześlicznej Ilonce zamarzł raz kran
Pewnego pana co mu usiadła nań
Jak wieczna zmarzlina, lecz to nie jej wina
To zima, to zima się na nas wypina

Pan Henryk nie chciał się zachować jak cham
Pocałował Wiesławę, w cały jej kram
Przymarzła mu ślina, lecz to nie jego wina
To Zima, to zima się na nas wypina

Trzech inżynierów niosło w teczce plan
Doniosły i mądry, niósł wiele zmian
na plan spadła lawina, a to nie ich wina
To Zima, to zima się na nas wypina

Aż tu nagle słoneczko, hyc, hyc za chałupę
Zaszło zimę od tyłu: hej ty, wyżej pupę
Zima ledwo sie trzyma, lecz to jest jej wina
Nie trzeba się było na słonko wypinać

————————–

A ja Zimę wręcz uwielbiam
zaspy przepastne po pachy
gdy kichy marzną jak garmaż
a szczyny zmieniają się w blachy

kocham tę Zimę miłością
co można opisać słowami
dozgonnie, na zabój, na mroczno
w afekcie potrafię zabić

więc jeśli się Zimo skurwisz
innemu w pachwinie rżniesz loda
to wez pod uwagę mą zemstę
bo mi nie będzie Cię szkoda

gdy z innym będziesz po krzakach
chuchaniem szronić drzewa
serce ci wyrwę a brzuch twój
solarką posypię jak trzeba

i znów przyjdzie miłość swą zanieść
wiośnie, w kwiatuszku, w pszczółeczce
a twój uśmiech zepsutej zaspy
zawdzięczasz wyjętej zawleczce

Femme fortale

Jak pryzmat potrafisz prawdę rozszczepić
Ale kryształem wtedy wypada być czystym
T
wój każdy farfocelek wielkim cieniem pada
I staje się powoli twoim nowym pyskiem

Nienawidzę kolegi żony a ona mnie

Byliśmy jak Flip i Flap
Jeden by za drugim w ogień wpadł
Raz z baru on mnie, albo ja jego
Na plecach przez pół miasta,
Gdy się wpadło na jednego
Wielkie plany, czy kapela
Wspólny wypad, pakamera
Filmy w planach, scenariusze
Gadki w nocy, flaki z puszek

Potem pojawiła się ona
Na czole wypisane miała
Dzisiaj dupa, jutro żona
A misio jej, słodka minka
Buzia w ciup, i klinem klinka
Mój tyś, carem, jam służebna
Rządź mną, teraz, nie idź! Żegnaj!
Boli głowa! Przytul, pomóż!
Stój gdzie idziesz?! Zostaw, pomyśl?
Zawładnęła nim jak Rosja
Małe państwo nadbałtyckie
Chciał iść w miasto, „no weź przestań”
Rzęski w ruch i machnie cyckiem
„Na imprezę nie wpadamy
Mamy rosół u mej mamy”
Gdy już nic nie pomagało
Powieliła starą kliszę:
Że gdy jego nie ma przy niej
Ja się gapię w nią i dyszę

Ref:

Bo żar domowego ogniska
Bije jej z pyska
A wszystko, co stanie na drodze
Rozjedzie…Na jednej nodze
Nienawidzę kolegi żony, a ona mnie
ona myśli ze jestem Złem wcielonym
ona jest
jest wielkim komendantem obozu
z napisem: „zajęte, nie ma miejsca, spierdalaj, cześć!”

Tak żyli parę lat
Misio utył, w pytę zbladł,
Spełniał tylko to, co mógł,
A jak nie mógł, to daj bóg
Zdradził wszystko to, czym był
Zdziadział, zepsuł się i zbrzydł
W końcu zwiędła jego pyta
Budzi rano się i czyta:
„zmarnowałeś mi życie…
nie takiego cię brałam
nie takiego cię kochałam
nie z kimś takim chcę być
On ma na imię Zdziś
gra na basie, pisze wiersze
kaske kosi, rżnie też z sercem
pasję ma, i włosy blond
nie dzwoń, nie pisz, jesteś BŁĄD”

Triada

Brak komentarzy
Gali matjas
ryba faszerowana
-ologią, -ozofią, -oizmem
niesmaczny to kęs był, niestrawny
i pachniał fetyszyzmem

na zewnątrz łuska błyska,
w środku warzyw miks
oko martwe a z pyska
paruje siwy dym  


„nieświerze ryby” to kompleks
co trzęsie zimnymi typkami
spoceni, tłoczą wątłe racje
mętnie mrugając ustami

Spodnie

Dziś rankiem popadłem w swe spodnie
zapieły sie nawet pod brzuchem
lecz w szwach zatrzeszczały złowieszczo
więc drapię się wtedy za uchem:


„- co z wami? krucha garderobo?
i czego się drzecie na mnie?
coż złego jam anioł wam zrobił?”
„- zeżarłeś za duże śniadannie” 

Wierszyk na Dzień Dziecka

to wierszyk poniedziałkowy
w Dniu Dziecka point szept zbiegł
zabawki rzuciła w ognisko
w rządz gór się rzuciła jak śnieg

porwana swym własnym zerwaniem
udanie udała się w noc
ktoś przyszedł, pobył i poszedł
pozostał capiący nim koc

gdy wszystko streściłem, wysnułem
(schowana rozdarta na pół kiecka)
„I tak to tyś temu winien!”
tak dziecko dostałem w Dzień Dziecka!

O kobietach to poemat
bo kobiety to jest temat
z jednej strony wiotkie, drżące,
z drugiej, raczej te wiądące

z jednej strony w muślin wirze
pachną jak rusałczy zagon
kroczysz do nich w gestach wyższych
lecz w kieszeni ich paragon

płacisz masz, nie płacisz nie masz
prosta prawda, choć kłamliwa
nutek sporo jest do grania
chociaż cnota jest jest wątpliwa

one korzą się wytrwale
z gracją lwicy, jak modliszka
niby nisko się kłaniają
w kleszczach drży już twoja kiszka

z jednej strony w bieli puchu
z gracją walą po maluchu
z drugiej strony w mięsnym sklepie
walczą, bieda ich nie klepie

z nimi źle i bez nich piekło
gdyby żyło to co zdechło
tobym wziął i zamknął mordę
kręcić dał bym się za korbę

gdym samotnym w szparze miasta
jak powietrza bąbel w babie
myślę jedno robię drugie
chciałbym Cię utopić w stawie

odejdź pan z tym deszczem
bo popieszczę
prądęm i uwiądem
za pozwoleniem wiecznem
odejdź pan z tym dżdżem
bo zjem
i wymiot na pana porzucę
i ukrócę
wszystkie powinowacenia
ot tak
od niechcenia
idźże pan z tym mokrym
pókim dobrym
zanim pan już zniknie
jak ze starej szmaty rosy wrzask
pomyśl pan o nocy
noc to w sumie brzask
noc to w sumie brzask

paś mnie paś
tucz mnie tucz
potoczę się do księgarenki
bądz małej kwiaciarni
po czerwoną smukłą różę
lub cienką książeczke do czytania
po substytuty o odpowiednich proporcjach i
nowy krem do rąk
choćby po tubkę
a ty tucz mnie tucz
a ty paś mnie paś

Forma

Brak komentarzy

Forma
sformułowana
nieudolna
chwała nam

najeżone esencje emocji
twarze jak kałuże czy piach
Pozowanie do autodestrukcji
przed upadkiem zatrzymany kadr
pij gazowane napoje
dzinsy noś,
silikon pchnij w pierś
wytrwale dbaj o niedbałe fryzury
jeśli nie
to cie nie ma i cześć

forma
zalakowana
i niesforna
chwała nam


  • RSS